20 sierpnia 2019

Księga Wyjścia


Wydana w zeszłym roku książka Mikołaja Grynberga pt. Księga Wyjścia jest zbiorem wstrząsających wywiadów z polskimi Żydami. Większość rozmówców polskiego fotografa wyemigrowała z Polski Ludowej w latach 1968–1971, a pozostali, których można policzyć na palcach jednej ręki, mimo wszystko pozostała. Nie jest to lektura łatwa czy optymistyczna, bo zawiera ona wiele gorzkich słów prawdy.
Mikołaj Grynberg każdego rozmówcy pyta się, czy czuł się Polakiem, czy wiedział o swoim żydowskim pochodzeniu, czy spotkali się z antysemityzmem przed Marcem ’68, dlaczego zdecydował się wyemigrować, co utracili, jak potoczyło się jego życie po opuszczeniu Polski, a także jak rodzice uratowali się przed Holokaustem. Ale jednocześnie nakłania ich do wyjaśnienia pewnych rzeczy czytelnikowi, który o tej części polskiej historii wie niewiele. Większość odpowiadających to potomkowie tych, którzy w czasie wojny wyemigrowali w głąb ZSRR, a w Holokauście zginęła prawie cała ich rodzina.
Świadectwa dzisiaj już starszych ludzi, którzy zostali zmuszeni do emigracji, zawierają wiele rzeczy, o których się nie mówi. Nie mówi się o tym, że po wojnie sytuacja Żydów nie uległa poprawie, że inne dzieci rzucały w żydowskie dzieci kamieniami lub szykanowały je, bo nie chodziły na religię czy nie przystąpiły do pierwszej komunii. Ukazuje się tu oblicze antysemityzmu, które nie jest związane z tą ciemną stroną postawy Polaków wobec Żydów. Ta twarz mnie dotknęła, choć doskonale wiem o pogromie w moich Kielcach.
Przejdźmy jednak do samego Marca ’68 i jego skutków. Posłowie dr. hab. Piotra Osęki wyjaśnia czytelnikowi wiele faktów związanych z tą niechlubną kartą w historii Polski. Wszystko zaczyna się już w 1967 roku, kiedy to Izrael wygrywa wojnę sześciodniową z państwami arabskimi, które są jawnie wspierane przez ZSRR. W Polsce dodatkowo coraz mocniej do głosu dochodzą moczarowcy. Potem rozpoczynają się protesty studentów przeciwko zdjęciu z desek Teatru Narodowego Dziadów (styczeń 1968) i w obronie wyrzuconych z Uniwersytetu Warszawskiego wbrew obowiązującej ustawie dwóch studentów Adama Michnika i Henryka Szlajfera (wiec z 8 marca 1968). Jednak od wojny sześciodniowej Polacy pochodzenia żydowskiego zaczynają być obywatelami drugiej kategorii.

W myśl obowiązujących przepisów opuszczający Polskę Żydzi mieli zrzec się obywatelstwa, w zamian otrzymywali dokument podróży, pozwalający na jednokrotne przekroczenie polskiej granicy [1]

Dzisiaj nie do pomyślenia jest, żeby władza żądała od obywateli zrzekania się obywatelstwa w zamian za wydanie dokumentu podróży, żeby emigrant nie miał prawa wrócić do swojej ojczyzny, a także żeby państwo wyrzucało kogoś z pracy lub blokowało możliwość zatrudnienia się z powodu niewłaściwego pochodzenia. To wszystko, co robiła PRL-owska władza, ukryte było pod płaszczykiem oskarżenia o syjonizm i antypolskość. Państwo stanęło przeciwko własnym obywatelom.
Nie dość, że władze właściwie zmuszały Polaków pochodzenia żydowskiego do emigracji poprzez usuwanie z listy studentów lub odmawianie zatrudnienia, to jeszcze upokarzały ich podczas szykowania się do wyjazdu, gdyż emigranci mogli zabrać ze sobą określone rzeczy, które musiały być spisane.

Przygotowanie do wyjazdu były czasochłonne. Należało zdobyć promesę wizy, wydawaną przez ambasadę holenderską, po czerwcu 1967 roku reprezentującą interesy Izraela w PRL-u. Następnie wyjeżdżający musieli oddać — bez odszkodowania — mieszkania wraz z wyposażeniem. Nie mogli wywozić pieniędzy, toteż z myślą o nowym życiu gromadzili dobra uchodzące w Polsce za luksusowe: dywany, telewizory, kryształy, futra. Zabierane w podróż przedmioty musiały nosić ślady używania, inaczej konfiskowane były przez celników, więc ubrania trzeba było szybko „znosić”, a dywany „zadeptać” [2]

Po przeczytaniu książki dochodzę do wniosku, że trzeba było być albo bardzo odważnym, albo cholernie upartym, żeby nie zdecydować się na emigrację na skutek tej ogromnej, antysemickiej nagonki. Do niewielkiego grona Polaków pochodzenia żydowskiego, którzy zdecydowali się pozostać w Polsce i tu zbudować swoje życie, należą rodzice Mikołaja Grynberga czy chociażby sam Adam Michnik, z którym autor nie rozmawiał, bo to chyba byłoby zbyt oczywiste. A poza tym słowa Michnika skierowane do komunistycznego aparatczyka, gdy ten próbował namówić go na wyjazd, nie wymagają żadnego komentarza: „Tak, wyjadę do Izraela następnego dnia po tym, jak pan wyjedzie do Moskwy”.
Słyszałam opinie, że ta książka doprowadza do łez. Nie doświadczyłam tego, ale zdołał to zrobić Rejwach Grynberga. Nie mniej wstrząsające są dane, które podaje Piotr Osęka. Oblicza się, że w efekcie Marca ‘68 Polskę opuściło ok. 13 tysięcy Polaków pochodzenia żydowskiego, w tym ludzi kultury i nauki.
Uważam, że warto poświęcić czas na przeczytanie tego zbioru wywiadów, bo czytamy świadectwa ludzi, których osobiście dotknął Marzec ’68, a nie sztywne opracowanie historyczne tamtych czasów. Bo Marzec ’68 był nie tylko wydarzeniem, dzięki któremu młodzi ludzie wierzący, że komunistyczny ustrój można ulepszyć, stracili złudzenia i zaczęła się tworzyć opozycja antykomunistyczna, lecz przede wszystkim ciemną kartą w powojennej historii Polski.
Jeśli jeszcze nie czytaliście Księgi Wyjścia, to jak najszybciej udajcie się po nią do biblioteki lub księgarni!

PRZYPISY:
[1] P. Osęka, Polowanie na piątą kolumnę [w:] M. Grynberg, Księga Wyjścia, Wołowiec 2018, s. 407.
[2] Tamże, s. 407–408.


Mikołaj Grynberg, Księga Wyjścia, Wołowiec 2018. Wydawnictwo Czarne. Fot. Katarzyna Płońska.


Udostępnij:

0 komentarze:

Publikowanie komentarza